jest już ciemno,ale wszystko jedno....tak było ciemno a my wracaliśmy do domu...kochanie to jeżeli mówimy już o seksie to jak się zabezpieczamy?-zapytałeś
-a zabezpieczamy się?-zapytałam i roześmiałam się
-tzn co kochamy się, bez zabezpieczeń?wiesz, że bebe może z tego wyjść :P
-mi nie przeszkadza, chce mieć z Tobą dziecko-umilkłam, spojrzałam na niego i już wiedziałam, że to jest właśnie to o czym marzyłam całe życie....
-to może chociaż jakoś tak z głową....najpierw mieszkanie,ślub a potem dziecko?
spojrzał na mnie(akurat czerwone światło się zapaliło na skrzyżowaniu :))
to uczucie, kiedy wjeżdżając na firmowy parking kątem oka dostrzegasz (wreszcie) cyferki rejestracji jego samochodu. I czujesz, że rozwietliło cię słońce...
to dreszcz, kiedy on szepce ci do ucha, że pierwszy raz od 3 tygodni uśmiechnął się - patrząc jak nieporadnie próbujesz wycelować młotkiem...
to spokój, jaki odczuwasz w duszy wiedząc, że on jest blisko, chociaż tak daleko...
to podniecenie odczuwane na myśl o tych wszystkich wieczorach, które jeszcze przed wami...
A dla ciebie Anetko bobasek tak słodki, jak ty :) Zagadzamy się z ...-ag-... na dziecko, tylko jest jeden warunek - muszą je polubić nasz kot i moje rybki:)
to tak żartem, a na serio, to wszystko będzie ok skarbie:) trzymamy kciuki!
siedziemy sobie u Ciebie w pokoju... przytulamy, całujemy, dotykamy... rozmawiamy... nagle do pokoju puka Twoja mama i prosi byś poszedł do piwinicy dołożyć węgla... pytasz czy chce iść z Tobą...-chetnie odpowiadam.. schodzimy na dół.. zamykasz drzwi... trzymasz mnie za ręke kiedy schodzimy po schodkach.... podchodzisz do pieca...a ja siadam na schodkach... mam na sobie spódniczke... z cieńkiego materiału.... patrzysz w moja strone... a ja prowokacyjnie rozsuwam nogi.... pytasz zaskoczony -TU??:) pokazuje ci paluszkim żebyś podszedł.... klękasz przy moich nogach... delikatnie... podnosisz spódniczke w góre... dotykasz ud... kolan... łydek... znów powracasz do ud... twoje ręce idą wyżej... delikatnie muskasz moją muszelke :) Twoje ręce napotykają majteczki... wędrujesz wyżej... i gestem pokazujesz mi że ma leciutko podnieś pupe być mógł je ściągnoąć.... ściągasz je i kładziesz obok.... nachylam się... chce ci skarść słodkiego buziaczka... mam niesamowitą ochote na Ciebie.... ale ty tylko muskasz mnie wargami... widzisz niezadowolenie na mej twarzy... ale mówisz bym był cierpliwa :) więc spowrotem opieram się o schodek...schylasz się... i językiem zaczynasz wędrówke w góre moich ud.... czuje dreszcze.... oczy mam lekko przymknięte... kciukiem drażnisz moją łechtaczke... a językiem dalej tylko uda :P wkońcu i język tam dochodzi.... czujesz jak lekko sie wzdrygnełam nie zimna czy czegoś innego tylko z przyjemności... zataczasz kółeczka.... wiesz i czujesz jak mi dobrze...ale odsuwam Twoja głowe...podnosze się... i teraz to ty siadasz na schodku...rozpinam spodnie i bokserki... wyciagam go... jest duży... pulsujący i bardzo cieplutki:) trzymam go w rączce i przez chwile się nim bawie:) siadam okrakiem... i znaczynam lekko podskakiwać....wkładasz rączki pod moja bluzeczke i pieścisz piersi... ja całuje uszka... szyje nosek.... zmieniamy pozycje :) klękam na schodkach tyłem do Ciebie... wypinam pupe... a ty wchodzisz we mnie tak gładko i przyjemnie jak zawsze :) zaczynasz od wolnych ruchów....nadajesz tempo a ja ruszam bioderkami w różnych kierunkach..... gdy czuje że już oboje prawie... wtedy przestaje... a ty na chwilke wychodzisz ze mnie... podchodzimy do starego stołu... siadam na nim... rozchylam uda...a ty wchodzisz między nie... przez chwile tylko sie ocierasz...czule całujesz....i znów wchodzisz... oplatam cie nogami... znów nadajesz tempo... tym razem nie chce juz zmieniac pozycji...oboje czujemy... przyspieszone oddechy... wiem że to już.... i błogi koniec...ja dalej siedze na tym stoliku... przynosisz mi majteczki... sam je zakładasz... niespodziewanie wchodzi Twoja mama dobrze że już jesteśmy ubrani... pyta co tak długo...a ty że cos mi pokazywałeś... wchodzisz po schodach za mną... wkładasz ręke między moje nogi... czujesz jaka jestem wilgotna.... nieodwracając się wiem, ze sie usmiechasz czując to... przysuwasz się bliżej... i mówisz to nie koniec na dziś :)
Była mu wdzięczna za pomoc, za to, że zawsze był, kiedy czegoś potrzebowała. Nie narzucał się, stał tylko dwa kroki za nią i wkraczał we właściwym momencie, by rzucić jej do stóp złowrogi świat. Tak było i tym razem. Chciała się jakoś zrekompensować. Zaproponowała kawę. Byli sami w ciemnym i długim pokoju przeznaczonym na jadalnię. Właściwie pierwszy raz mogli rozmawiać, nie pilnowani przez nikogo, schronieni przed wścibskimi spojrzeniami innych.. Dziwnie się czuła, w powietrzu zawisła krępująca cisza. Pierwsze sam na sam a oni nie wiedzieli, co robić z rękami, z nogami, w która stronę ukryć wzrok. Przełamała się jako pierwsza. Spojrzała mu głęboko w oczy i uśmiechnęła się. Dalej milczeli.
- Nie zrobię tego, nie patrz tak proszę…mam żonę…
Poczuła ostrze przekłuwające serce. Jak on mógł, skąd wiedział? Przecież niczego od niego nie chciała, ani jednym słowem go nie sprowokowała, ani jednym spojrzeniem, żadnym gestem. Wiedziała, że jest zajęty. Doskonale pamiętała pierwszy dotyk jego ręki, wyciągniętej na powitanie, gdy ich sobie przedstawiono. I jego pierwsze słowa wypowiedziane do niej.
- Masz piękne imię. Moja żona ma takie samo.
Zwykle zdanie, które jasno i raz na zawsze określiło reguły gry. Aż nazbyt dobrze je pamiętała, nie musiał jej o tym przypominać, nie w takiej chwili, jak ta.
Ale przecież nic od ciebie nie chcę. Tylko na ciebie spojrzałam, nigdy nie robiłeś z tego problemu…
Zagalopował się, zrobiło mu się głupio. Jak mógł powiedzieć tak beznadziejne słowa? Co niby miały oznaczać? Odkrył przed nią to, co przecież dotąd tak skrzętnie ukrywał. Wyraził swój strach, swoją niepewność, lęk przed tym, co może się zdarzyć.
Nie, nie to miałem na myśli…to chyba dziwnie zabrzmiało… te twoje oczy tak na mnie działają…nie mogę im ulec, nie zaczarujesz mnie czarownico, chociaż bardzo kusisz.
Zaśmiała się widząc, jak się rumieni. Był taki słodki, gdy się tłumaczył. Śmiech – to była najlepsza reakcja na tę chorą sytuację.
Więc chcesz mi powiedzieć, że nigdy między nami nic nie będzie? Bo ty masz żonę, której nie zdradzisz, tak?
-Tak.
Ale przecież ja nic od ciebie nie chcę, kawę ci tylko w podziękowaniu zrobiłam.
-Nigdy do niczego nie dojdzie…
Odwróciła się i spojrzała w okno. Deszcz delikatnie stukał w tafle szyby.
To się jeszcze okaże – pomyślała w chwili, gdy Diabeł szeptał jej do ucha miłosne zaklęcie…
... kilka miesięcy później stanął za nią dokładnie w tym samym miejscu, by delikatnie objąć ją i złożyć na jej ustach pierwszy pocałunek miłości.
ta łza, co z oczu twoich spływa,jak ogień pali moją duszę...
Starszy, siwy Pan. Wysoki i wyniosły, nidgy się nie uśmiechał, lecz nie wzbudzał strachu. Dobroć, tę głęboko ukrytą, zdradzały oczy - ciepłe, brązowe, roziskrzone. Takie, jak u syna i przez to tak dla niej drogie. Niewiele wspomnień mogła mu poświęcić. Był tylko obok, jak element rzeczywistości. Wiedziała, że należy się go bać, ale ośmielała ją myśl, że to dzięki niemu przecież ma serce, które może kochać...Gdyby go nie było, nie byłoby także jej ukochanego, nie byłoby jej - takiej, jaką jest.
Bała się przyszłości, tego co ona przyniesie, bała się każdej zmiany, która miała nastąpić. Ta niepewność szarpała ją od śroka, gryzła i kąsała.
Pierwsze pęknięcie zapowiadające katastrofę. Jego ojciec zaznaczył swą obecność rysą na szklanej tafli ich wyimagowanego świata. Świata wymyślonego przez nią, stworzonego na podobieństwo marzeń. Welon, z pajęczej sieci utkany, rozwiał wiatr losu.
Co teraz będzie, Pankracy? Czy uchronimy naszą nieistniejącą przyszłość przed złem, które się czai ?
Pragnęła teraz,by tylko go przytulić i już nigdy nie wypuścić ze swoich kochających ramion.Lecz on się wtulał w inne ramiona, te które znał i zawsze były obok. Te, które jednym krótkim "tak", wypowiedzianym we właściwą chwilę, zyskały wieczne prawo, by go kochać.
... i tak nas, biednych ludzi, rzeczywistość ze snu budzi...
jest wiele wersji opowieści wigilijnych, przekazywana z ust do ust nabiera nowego innego znaczenia, wyrazu... moja jest zupełnie inna( jak by na to nie patrzeć :D }, czy bardziej interesująca... :P
wyrbiając masę na sernik, powtarzałam w myślach na przemian -jak to dobrze mieć swoje mieszkanko i - mamo co mam teraz dodać do tego głupiego ciasta...wsadzając sernik do piekarnika zastanawiałam się kiedy wrócisz... to nasze pierwsze świeta w nowym mieszkanku :)
ciasto w piekarniku...to ja do wanny, nalałam pełną wanne wodu, zrobiało się dużo pianki, z głośników sączyła się delikatna muzyka, czerwone winko dopełniło reszte przyjemności... to, że wróciłeś usłyszałam dopiero jak wszedłeś do łazienki... nie otwierałam nawet oczu, delektowałam się Twoim spojrzeniem... kucnołeś przy wannie i powiedziałeś - Część kochanie :) opierałeś się na rączkach, ja z wanny wyjełam swoją ręke i dotknełam Twojej zmarznietej skóry, czułam, że patrzysz na mnie.... bardzo chciałam żebyś mnie dotknął... długo nie musiałam na to czekać :P wsadziłęś rączke do wody... jechałeś od kolanka w górę... udo...łono... brzuszek...piersi... szyja...twarz.... pocałowałam opuszki Twojej dłoni, otworzyłam oczy, usmiechnełam się zapraszająco - Chodź do mnie... uwielbiam jak się rozbierasz, rozpinane guziki koszuli, grzechocząca klamra paska, dźwięk rozporka.... i ta Twoja niepewność w oczach... wsunołeś się dom wanny, poziom wody troszke się podniósł :P usiadłam, nad wodą było widać tylko zarys moich piersi... przysunełam się bliżej, oplotłam Cię nogami... czułam jaki jest wielki, ciepły i twardy.... wzięłam gąbke, zaczełąm Cię namydlać..poruszając się co jakiś czas w górę i w dół...czułam Twoje dłonie na mych pośladkach, tali, piersi...jak pieścisz kulistymi ruchami, widziałam jak się usmiechasz z pod zamknietaych powiek, ten wyraz błogości na Twej twarzy...całkowite rozluźnienie :) pochyliłam się i pocałowałam delikatnie, kiedy chciałam się odsunąć, Ty mocno mnie przytuliłeś...nie pozwoliłeś odejść, całowałeś namiętnie, łapczywie i z zaborczością...chwyciłeś mnie za pupe...troszke uniosłeś w górę i weszłeś we mnie....byłeś tak blisko, czułam Twój goracy oddech, nasze odechy mieszały się... spojrzenia krzyżowały, wyrażały czułość..oddanie, lojalność....nasza chwila nadeszła...czułam jak drżysz...albo ta ja sama drżałam... poczuałam jak rozkoszne ciepło rozlewa się we mnie... dobrze że mnie trzymałeś blisko...uśmiechnełam się...teraz dwie gabki poszły w ruch :) - pamiętasz u mnie w domu tzn u rodziców kochalismy sie tak samo...tylko tym razem nie musimy się bać , że rodzice wrócą... - masz racje :)
tłum ludzi, hala pełna klientów którzy chcą coś kupić...uwijam się jak w ukropie, czasem wydaje mi się, że to jest właśnie to, co chciałabym robić...stoje na drabinie i wieszam ceny artykułów...czuję coś dziwnego, rozglądam się dokoła ale nie widzę, żadnej znajomej twarzy...mija czas rozmawiam z pracownikiem, czuję Twój zapach, znów się rozglądam...z lekkim rozczarowaniem wracam do przerwanej rozmowy, a jednak było to tylko złudzenie...przechodzę przez sklep, rozgladam się za Tobą...między pułkami miga mi kolor Twojej ulubionej koszuli...serce zaczyna mocniej bić,przyśpieszam kroku, podchodzę, uśmiecham się, otwieram usta by się przywitać... odwracasz się i znów rozczarowanie to nie Ty...wracam do biura i myśle sobie...przecież jesteś na urlopie...siadam przy biurku, zaczyna się papierkowa robota, może ona oderwie moje mysli od Ciebie...znów czuję Twój zapach, tym razem postanawiam to zbagatelizować, przecież nie tylko Ty używasz tych samych perfum...robi mi się chłodno, zakładam sweterek...czuje czyjeś dłonie na ramionach, ktoś pochyla się nademną, całuje w szyje...Stęskniłem się za Tobą
Drażniący dźwięk telefonu zakłócił spokój wieczoru. Zza okna sączyło się chłodne i upojne powietrze nocy. Dzwonił. Jego imię na wyświetlaczu telefonu bardzo ją zdziwiło – przecież tak dawno się nie odzywał, przecież zamknęli już ten rozdział ich wspólnego życia. Zaniepokoił ją ten telefon, przez głowę w jednej chwili przemknęły setki niepokojących myśli. Może coś się stało, może potrzebuje jej pomocy, chce się wyżalić, porozmawiać – kiedyś przecież tak wiele ze sobą rozmawiali, często rozumiejąc się bez słów, jedynie za pomocą wszystko-mówiących-spojrzeń…
SPOTKAĆ SIĘ? TERAZ? ŻE NIBY JAK...? – niepotrzebnie zapytała, wiedziała przecież doskonale w jaki jedyny i możliwy sposób może się z nim spotkać. Zapomniała już, jakie to uczucie wymykać się z domu w środku nocy. Zapomniała jak smakuje ta adrenalina, rosnąca z każdym krokiem, który oddalał ją od domu i zbliżał do niego. Czuła się, jakby ktoś zawrócił czas, jakby pozwolił jej przeżyć jeszcze raz te piękne chwile, które ostatecznie kosztowały zbyt wiele łez. Nie wiedziała, dlaczego to robi. Przecież wyleczyła się już z niego i związków około-małżeńskich. A jednak było w nim coś, co ją przyciągało, co sprawiało, że leciała jak ćma do płomienia świecy - aby się w nim spalić.
Kilka szybkich kroków, parę spojrzeń dookoła, by upewnić się, że nikt nie widzi…bo przecież nikt nie może zobaczyć…święte pozory muszą zostać zachowane. I już była z nim, już czuła zapach jego perfum, słuchała subtelnych dźwięków samochodowego radia, czuła dotyk jego ust na swoim policzku, gdy dziękował jej, że jednak przyszła. Chyba bał się, że powie mu nie, albo, że nie odbierze telefonu. A tak bardzo jej potrzebował, tak pragnął wypełnić nią tą pustkę wkoło.
Przyszła. Siedział obok i drżała. Zdziwił się, że nie spytała, dlaczego chciał ją widzieć. Jechali milcząc w stronę swojego zakątku. Cieszyło go to milczenie, bo jak jej ma to przecież wyjaśnić? Że chce ją mieć nie dając jej jednocześnie siebie? Niewiele pamiętała z tego wieczoru. Dotyk zimnego chłodu nocy na skórze, dźwięki lasu, nieśmiałość, z jaką ujął jej dłoń i pocałował – to wszystko zlewało się w jedną barwną plamę w jej pamięci, sprawiało, że serce zaczynało wariować. Wspomnienia – tylko tyle pozostało jej po nim, gdy godzinę później leżała w swoim łóżku. Jak zwykle sama, bo zadzwonił jego telefon. Pilna sprawa, kłopoty w domu, musiał jechać, musiał. Pozostało jej tylko to spojrzenie jego ciemnych oczu, w których odbijały się błyskawice burzy. Tej burzy, której tak wystraszył się jego syn.
I chyba znowu to zrobiła, znowu dała się wciągnąć tę misterną pajęczynę złudnych nadziei, stwarzanych pozorów, kłamstw i uczuć. Poświęciła się dla tych słów wyszeptanych jego gorącymi ustami: TAK PUSTO JEST BEZ CIEBIE, MOJA SŁODKOŚCI... KOCHAM CIĘ. I dziś rano wiedziała już, że oddałaby wszystkie królestwa świata w podziękowaniu za to spojrzenie, które podarował jej tego poranka.
I ZNÓW MNIE WABI TWÓJ WZROK I SERCE DO CIEBIE SIĘ GARNIE... Tylko on wie, jak rozkochać w sobie czarownice.
-więc co to jest miłość, jaka jest jej definicja skoro twierdzisz, że istnieje-zapytał
Wysoki, z niebieskimi ślepkami, uroczym usmiechem i ze zniewalającą pewnością siebie. Siedziałam obok niego na polanie, patrzyłam na zachodzące słońce. Odezwałam się półgłosem
-miłość jest wtedy, kiedy zamykasz oczy i pamiętasz każdy szczegół ukochanej osoby, wtedy kiedy robisz sobie kawę czy kanapke i zastanawiasz czy czasem ona/on nie miał/aby na to ochoty, wtedy kiedy idziesz do niej/ niego i boli Cię brzuch ze zdenerwowania, wtedy gdy nie słyszysz jak podchodzi do Ciebie ale czujesz jego/jej obecność, wtedy gdy tak mocno bije Ci serce jak ją/jego widzisz i wtedy gdy budzisz się rano i przed otwarciem oczu dotykasz miejsca obok a on tam jest i wiesz, że nie odejdzie.....Ale tak naprawdę miłości nie ma...
-sama w to nie wierzysz...
spojrzałam na niego, a on dłonią dotknął mojej brody, przyciągnął ją do siebie i pocałował
masz coś w sobie, te oczy...
hahaha standardowy tekst :D
nie zadzwonił...ale mam miłe wspomnienie z majówki
był ranek. w moim łóżku leżał rozebrany...A (!) ja czesałam włosy przed lusterkiem...i w tym momencie do pokoju weszła moja babcia i rzuciła tekst: "jak tamten u ciebie nocował(czytaj O.)to cie ludzie obgadywali, ale teraz to cie jak Jagne - na gnoju wywiozą!!! :)